Churban

Fragment I rozdziału

Wszyscy w miasteczku już wiedzieli – jutro nastąpi Churban  [hebr. zniszczenie] Ożarowa. Ożarów przestanie istnieć. Ludzie wspominali zniszczenie Pierwszej Świątyni przez babilońskiego króla Nabuchodonozora oraz Drugiej Świątyni przez Tytusa, niegodziwego imperatora Rzymu. Wspominali też inny Churban, który miał miejsce 28 lat wcześniej, niemal co do dnia. Tego październikowego dnia 1914 roku carski dowódca zastosował taktykę spalonej ziemi generała Kutuzowa [w oryginale błędnie „Kuzukowa” – przyp. tłum.] podczas wojny z Napoleonem. Spryskał dachy naftą i spalił całą miejscowość aż do fundamentów. Got wet hubn rachamunes, Bóg okaże miłosierdzie ocalałym z Izraela. Czyż nie odbudowano Ożarowa i nie zastąpiono przegniłe drewniane domy budynkami z białych prostokątnych kamieni, z nową synagogą o misternie rzeźbionych filarach i z obszernym bejt ha-midrasz [hebr, dom nauki], który stał się obiektem zazdrości dla okolicznych sztetlech [jid. miasteczek]?
Tym razem żaden budynek nie zostanie zniszczony. Tylko ludzi się stąd zabierze. Było tu jakieś 5000 mieszkańców, których przodkowie żyli w tym miasteczku od XVI wieku. Ponadto – wielu nowo przybyłych, głównie młodych osób, którym udało się jakoś uciec z likwidowanych nazistowskich gett Warszawy i Łodzi, albo zesłanych przez Niemców z Wiednia i z Włocławka.
Często w nocnych koszmarach rozmawiam z moim ojcem i matką, z moim młodszym bratem i siostrą oraz z wieloma innymi mieszkańcami miasteczka. Wszyscy oni mieli zostać zabrani na stację kolejową w Jasicach, załadowni do wagonów towarowych i przetransportowani na „wschód”. W tym czasie nikt w miasteczku nawet nie przeczuwał istnienia Oświęcimia, Majdanka czy Treblinki, ani nie wyobrażał sobie istnienia obozów zagłady. Jutro niemal cała ludność miejscowości – mężczyźni, kobiety i dzieci – zniknie. Wszyscy zostaną zabici albo przewiezieni na miejsce, z którego, o ile wiem, nie uratował się nikt, nawet jedna osoba, aby opowiedzieć, co dokładnie się z nimi stało. W oczach ludzi odbijała się jednak cicha nadzieja, niewyrażona ufność, że opuszczają swój rodzinny dom tylko na krótką chwilę...